Hej! Głosowanie na fb zakończyło się zwycięstwem kandydata numer 3., czyli mojej podróży do Stanów Zjednoczonych. Może najpierw dwa słowa co to był za wyjazd. Otóż uczestniczyłem w programie Work & Travel, który umożliwia studentom z Europy legalną pracę w USA, przez okres trzech miesięcy. Mi udało się dostać pracę w Starbucksie, który znajdował się malowniczym, otoczonym górami Vail Village, stan Kolorado.

Rodeo


Kolorado jest stanem typowo kowbojskim. Dziewczyny chodzą w wysokich, kowbojskich butach, panowie ubierają kowbojskie kapelusze a i koni tam dostatek. Poza tym praktycznie w każdej większej miejscowości w okresie wakacji organizowane jest rodeo. Nie mogłem z takiej okazji nie skorzystać :)

Dobrze jest mieć odpowiedni ubiór. Ja niestety ubrałem się jak typowy Europejczyk, zakłócając tym samym swojską, kowbojsko -wiejską estetykę.



Pogoda niestety nie rozpieszczała, cały czas padał deszcz. Na szczęście nikt prócz występujących nie musiał moknąć, cała impreza odbywała się na czymś w rodzaju stadionu, przeznaczonym tylko i wyłącznie do organizacji tego typu przedsięwzięć.



Oczekiwanie na rozpoczęcie imprezy umilali różnorako przebrani panowie, jak widoczny na zdjęciu kowboj na wielbłądzie.


Co mnie zdziwiło najbardziej? Sam początek. Meeeega patriotyczny. Jesteśmy najwspanialszym narodem świata. Jesteśmy dumni, że jesteśmy Amerykanami. Hymn, wszyscy stoją, śpiewają, kapelusze zdjęte z głowy. I wszechobecna flaga.


Jazda, jazda


Rodeo składa się z kilkunastu konkurencji, w każdej z nich startowało parunastu zawodników. Co ważne, każda z nich była widowiskowa i nie mogłem powiedzieć, że w którymkolwiek momencie zawiało nudą. Wręcz przeciwnie!



Oprócz klasycznych, wszystkim znanych konkurencji, jak widoczne na zdjęciu powyżej utrzymanie się na szarżującym koniu, było parę rodzynków. Jednym z nich była dyscyplina skierowania do dzieci, polegająca na jak najdłuższym utrzymaniu się na biegnącej owcy. Wyglądało to przezabawnie!



Panowie i panie prezentowali naprawdę wysoki poziom, a mimo to często jazda kończyła się w ten oto sposób..



Nie mogło zabraknąć także lassa, które w sprawnych rękach kowbojów czyniło niemal cuda.





Koniec początku


Tym wpisem zaczynam serię o mojej podróży do Stanów, zdjęć parę mam także chciałbym co tydzień dodawać nowy wpis. Co poza końmi zagości na blogu? Na pewno chętnie pochwalę się zdjęciami z mojej parodniowej podróży do Las Vegas, udało mi się też zaliczyć kilka motoryzacyjnych wydarzeń, także zapraszam już za tydzień na świeżą dawkę fotogramów. Trzymajcie się ciepło i czapki na głowę! High 5!

Name:

Komentarze: